Strona 12 z 12

PostNapisane: 16 czerwca 2007, o 15:05
przez Lafcadio
Ja tam gówniarz jestem i w ogóle bez doświadczeń i w ogóle bez autorytetu do mówienia o takich sprawach, bo ja tam nic nie przeżyłem i nie wiem nic o życiu, ale wydaję mi się, że wszystko stoi na tym, by z dzieckiem czas spędzać. Nie zostawiać przed telewizorem, tylko oglądać razem z nim, nie podsuwać gier, żeby sobie samo grało, ale grać z nim. Ale co ja mogę wiedzieć :P :roll:

PostNapisane: 16 czerwca 2007, o 22:19
przez olivier
- i zabierac do teatru. zeby widzialo, ze gra - to na niby. ze aktorzy graja, ze krew to ketchup, i po skonczonej sztuce wszyscy wstaja i klaniaja sie widowni.
ze naprawde, to nikt nikogo nie zabija tak latwo, bo to zle.
ze istnieje swiat gry i swiat realny, i trzeba umiec odrozniac te dwa swiaty.

teatr to wspaniala rzecz, uczy dystansu...

PostNapisane: 17 czerwca 2007, o 18:08
przez Agnieszka
Ano trzeba umiec odróżniac światy... ale myślę, że gdy mózg pełen jest fascynujących gierczanych przeżyc, nie starcza już w nim miejsca na real... ech...

:(

Ale nie będę ciągle się Was czepiała gracze, bo i tak nie przekonam :P .

Theeck napisał(a): Ja sam mam straszny sentyment do Vice City bo wciąż pamiętam jak grałem w lato przy otwartym oknie, za oknem polski parny i gorący wieczór, a w grze rozbijałem się właśnie taksówką po Miami w nocy, słuchając (w grze) stacji radiowej grającej "I just died in your arms tonight" Cutting Crew - no po prostu bomba, naprawdę niezapomniane przeżycie :D :D :D.


Hmmm... a czy to nie była synchronicznosc ? :lol: Może coś przez okno wleciało? Motylek nocny? Komarek? Może chociaż muszka? Hę? :lol: :lol:

PostNapisane: 17 czerwca 2007, o 19:09
przez olivier
ja jakos nie odczuwam potrzeby, zeby grac w te wszystkie gry..
moze dlatego, ze mam dosc duzo gry w "realu" :D i duza wyobraznie...

PostNapisane: 18 czerwca 2007, o 00:03
przez lokje
joe_cool pisała, że gra kiedy zastanawia się nad jakimś problem- też tak mam. Pochlebiam sobie, że jestem już pokoleniem MTV ( o wiek mi chodzi, nie zgłupienie :mrgreen: ), więc przeważnie robię kilka rzeczy jednocześnie a prosta gra rzeczywiście jest idealna do przemyślenia co tam przemyśleć trzeba.
Nie cierpię strzelanek (broń bardzo lubię), samochodówek ( a przecam fan sportów motorowych), wolę strategie. Może to z płci wynika, z faktu, że potrzebę rywalizacji realizuję w rzeczywistości ( albo w ogóle mam niską), może za stara już jestem.
Sieciówek unikałam jak ognia bo wydawały mi się głupawe. Teraz nadal tak myślę, ale gram i nawet odkrywam, że po włączeniu komputera najpierw sprawdzam czy ktoś mnie najechał bo nie będzie jeden z drugim, w ząbek czesany, okradał moich włości :lol: Pogram tydzień i pewno mi się znudzi...
Gry są jak wszystko inne- dobre i złe, to tylko kwestia proporcji. Odpowiednio intensywne życie nie zostawia czasu i ochoty na światy wirtualne.

PostNapisane: 6 lipca 2007, o 06:49
przez Agnieszka
lokje - Ty stara ?! :shock:
<nie załamuj mnie, zaczynam myśleć o moim PESEL-u...>

Zdarza mi się zastanawiać nad problemem (ba! nad życiem!) podczas pracy w firmowych bazach danych komputerowych. Myślę wtedy nawet o przyszłych wcieleniach :jupi: Czy to gra? :lol:

A co do proporcji to... nie mogę się powstrzymać i zacytuję:

Theeck napisał(a):rozumiem, że intencją autorki nie jest dyskusja o szkodliwości gier dla jakichś tam okazjonalnych graczy niedzielnych, tylko o szkodliwości gier dla takich jak my twardzieli - nałogowców z własnej woli, świadomie uzależnionych od grania, spędzających przed monitorem po kilkanaście godzin dziennie, zatracających się bez reszty w światach wirtualnych.
Ludzi, którzy po powrocie z pracy nerwowo włączają kompa, a dopiero potem zdejmują kurtkę i buty.
Ludzi, którzy na urlopie z rodziną już drugiego dnia trzęsącymi się rękami przeglądają przewodnik miejscowości w poszukiwaniu kafejek internetowych czynnych całą dobę.
Ludzi, którzy na imprezach rodzinnych po godzinie wymykają się do pokoju siostrzeńca żeby popykać choć chwilę w cokolwiek zamiast słuchać jak to dziadek z babcią 30 lat temu żyli bez kolorowego telewizora.
Ludzi, których żony już dawno nie są zazdrosne o Larę Croft.
Ludzi, których dzieci w wieku 3 lat pocinają na kompie w Far Cry-a i Doom-a

Otóż takim ludziom gry nie szkodzą w ogóle, nic a nic :P


Wiem, to już dawno Theeck napisał. Ale to jest ZŁOTA ESENCJA.

PostNapisane: 8 lipca 2007, o 13:03
przez lokje
Agnieszka napisał(a):lokje - Ty stara ?! :shock:
<nie załamuj mnie, zaczynam myśleć o moim PESEL-u...>

Swój dowód schowałam tak skutecznie, że nie mogę go znaleźć. Problem oglądania PESEL-u chwilowo rozwiązany :mrgreen:
Zdarza mi się zastanawiać nad problemem (ba! nad życiem!) podczas pracy w firmowych bazach danych komputerowych. Myślę wtedy nawet o przyszłych wcieleniach :jupi: Czy to gra? :lol:

Oczywiście. Tak będą wygladały gry w przyszłości ;)

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 11 sierpnia 2009, o 10:53
przez Agnieszka
olivier napisał(a):ja jakos nie odczuwam potrzeby, zeby grac w te wszystkie gry..

moze dlatego, ze mam dosc duzo gry w "realu" :D i duza wyobraznie...


Ja też (nadal) nie odczuwam potrzeby gry w te gry.
Ciekawe, czy lokje znalazła dowód.

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 20 sierpnia 2009, o 15:12
przez MARTIN ANN DRIMM
Ja gram dużo mniej. Raz dlatego, że szkoda mi czasu, dwa - gry mnie męczą, trzy - już tak nie ciągną. To znaczy, jak zacznę - to jest fajnie, ale jak "wyjdę", "wyhamuję", jest sporo innych ciekawych spraw.

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 20 sierpnia 2009, o 15:40
przez Lamas
Zgadzam się, ale gry to jednak dobra odskocznia:P

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 20 sierpnia 2009, o 15:53
przez Agnieszka
Marcin Przybyłek napisał(a):Ja gram dużo mniej. Raz dlatego, że szkoda mi czasu, dwa - gry mnie męczą, trzy - już tak nie ciągną. To znaczy, jak zacznę - to jest fajnie, ale jak "wyjdę", "wyhamuję", jest sporo innych ciekawych spraw.


No cóż, w pewnym wieku zaczynają się problemy.... z kręgosłupem na przykład... i ogólnie od siedzenia przy tych grach przy komputerze sie tyje... :mrgreen: zwlaszcza jak sie podjada niezdrowe produkty... no i sie jada nieregularnie podczas gier... a trawienie juz nie takie jak w wieku... no np. choćby Lamasa... :mrgreen:

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 21 sierpnia 2009, o 11:26
przez MARTIN ANN DRIMM
Hm. Tak. Tyje się i kręgosłup boli i nieregularnie się je, JAK SIĘ O SIEBIE NIE DBA :mrgreen: .

Ja nie utyłem, kręgosłup mnie nie boli, bo się gimnastykuję, jem regularnie i w ogóle jest okej :).

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 21 sierpnia 2009, o 14:41
przez Agnieszka
Marcin Przybyłek napisał(a):Hm. Tak. Tyje się i kręgosłup boli i nieregularnie się je, JAK SIĘ O SIEBIE NIE DBA :mrgreen:


Niezupełnie się z tym zgadzam.... w zasadzie i w sumie oraz reasumując wszystko razem - nie zgadzam się z tym w zupełności. Ja dbam o siebie, zawsze o siebie dbałam bardzo, rodzice też bardzo o mnie dbali a jednak.... mam problem ! Z Dyskiem !!!!
I wcale nie jestem gruba ! :evil:

A że Ty dbasz o siebie to bardzo pieknie, ładnie i fantastycznie i oby tak dalej....

E.
Ha! Jak tak dalej pójdzie to nareszcie, oczywiście, moje wypowiedzi będą rozwinięte :mrgreen: . Daleko mi jeszcze do długości wypowiedzi Marcina ale... kto wie, kto wie... ten nieszczęsny rozwój... hehehe... wiec, oczywiście, cos znalazłam... a własciwie nie znalazłam, tylko pojawiło sie na moitorze... :mrgreen: ... no i , niestety i oczywiście równocześnie, pasuje do tego tematu. Pasuje również do tematu RZECZYWISTOŚĆ I FANTASTYKA i tam też to umieszczę... <tu powinien być emotek "zaciera ręce" >... http://wyborcza.pl/1,98077,6925549,Jak_ ... &startsz=x

Udanej (oraz owocnej oczywiście) lektury... 8)

Re: CZY GRY TO SAMO DOBRO?

PostNapisane: 3 stycznia 2010, o 22:08
przez Farin
Tak sobie pozwoliłem poczytać ten temat gdyż można by powiedzieć, że z grami jestem zaznajomiony od hmm 20 lat ?
Nie przypominam sobie aby kiedykolwiek zainteresowało mnie w jednym momencie tylko jedno ale, żeby nie rozpisywać się tu zanadto to skupię się tylko na aspekcie gier komputerowych :]

Zaczęło się od wcześniejszej wersji Pegasusa, czyli konsola do grania w której zaaplikowane zostały gry. W tamtych czasach były to proste gierki ale duża część z nich pozwalała na grę w dwie osoby. Gry typu: Chodzenie pająkami i szukanie wyjścia z labiryntu(kto pierwszy ten wygrywał) czy latające samoloty(widok z góry, parę chmurek) i kto pierwszy kogo dopadnie.
Później pojawiły się w mieście budki z grami. Bijatyki, jakieś proste chodzenie bohaterami z różnymi zdolnościami i zabijanie przeciwników. Później dostałem commodore64 i fiuu jazda na całego :]
Jednym z przełomowych momentów to był PC, który dostałem po tym jak ukończyłem pierwszy rok liceum ze średnią powyżej 4,5(plus minus). Jak się dorwałem z najlepszym kumplem do tego sprzętu fiu fiu. Średnio grałem po ok 6-8godz dziennie. Dzięki temu(i nie tylko :P ) druga klasę skończyłem już ze średnią ciut powyżej 3 no i tak zostało już do końca. No i od tamtych czasów często i gęsto gram.
Jak zacząłem grać w "World of Warcraft"(gra mmo pierwsza gra sieciowa w jaką zagrałem - baardzo wciągająca ) poznałem wielu interesujących ludzi, z niektórymi nadal utrzymuję kontakt(bardzo często jeżdżę do Sandomierza :] ).
Ba! nawet znam przypadek gdzie dzięki niej spotkało się dwoje ludzi i już od roku albo dwóch są małżeństwem :]
Więc z tymi grami to chyba nie jest tak źle co ?

Agnieszka napisał(a):Theeck: jeżeli kolega ma trudności z odróżnieniem życia od gry to powinien pójść do lekarza? Czy to może oznaczać, że stopień przenikania wirtualnej rzeczywistości do realiów zależy od tego kolegi? Konkretniej - od tego na ile ten kolega jest podatny na wpływ gier?

Wszystko zależy od człowieka :P Jak widać kolega zapadł na chorobę.

Marcin Przybyłek napisał(a):Theeck
Ja wiem, że teoretycznie mamy tak zwany wolny wybór, ale prawda jest taka, że osoby podatne na urodę gier, podobnie jak osoby podatne na urodę bobasków w bestiowózkach, będą w gry grały niezależnie od zdrowego rozsądku, bo tak są skonstruowane podprogowo. Przykłady mamy z pewnością tu, na forum - graczy, którzy pogrążyli się nie raz w jakiejś grze ponad tzw. miarę.

Ja jestem tego dobrym przykładem, jak spędzałem/spędzam po kilka godzin dziennie przed grą. Ale w sumie to także się odnosi np. Do książki - dwie ostatnie czytałem robiąc tylko przerwy wtedy kiedy musiałem. Np. "Zarzewie Wojny" czytałem cały boży piątek 01.01.10r. Choć w sumie w tym samym czasie grałem trochę :]
Tylko, czy gram w gry niezależnie od zdrowego rozsądku ? Jak miałem te kilkanaście lat to mogę się zgodzić ale teraz(przez to wyrażenie rozumiem minimum kilka ostatnich lat) ? Nie sądzę.





Marcin Przybyłek napisał(a):Theeck
Już teraz obserwuję bardzo niepokojące zjawisko ekspansji konsol gierczanych. Pozornie temat jest niezwiązany z tym, o czym tutaj sobie dyskutujemy, ale tylko pozornie. Rynek pecetowy to ostatnia (zapewne) na Ziemi mekka wolnorynkowa. Pecety to głównie składaki, producentów bebechów są setki. Nie ma firmy, która ten rynek mogłaby kontrolować. Dlatego gry wciąż są różne, a producenci mimo wszystko się starają. Zwłaszcza niezależni (których prawie już nie ma). Producenci konsol o tym wiedzą i prą całą mocą, by pecety zastąpić wielofunkcyjnymi konsolami, dążą do tego, żeby pewnego pięknego dnia na naszych biórkach zagościły "pecetokonsole", najlepiej firmy playstation, albo sony. I wtedy nie będzie zmiłuj, bo kupimy TYLKO TO, co te firmy wyprodukują. I wtedy dopiero zacznie się era GIER-WÓZKOBESTII. Rozpasana, nienasycona, przerażająca, wtedy dopiero zacznie się prawdziwy dark-futurowy cyberpunk.

Hehe szkoda, że na Porytkonie 2009 nie było cię na "prelekcji" "który sprzet jest lepszy do grania" (kłotnia między poplecznikami: Pc, Psx, Xbox i cos tam jeszcze). Czy Pc to ostatnia mekka wolnorynkowa? Może lata temu ale teraz ? Przemawia przez ciebie nie znajomość albo rynku gier PC lub rynku gier konsolowych(bądź też obu). Chyba jednak chodzi o rynek konsol bo Playstation to nie firma ale wyrób(czyli tak nazywa się konsola) firmy Sony :P
I dodam jeszcze, że te firmy tak naprawdę zbyt dużo gier nie produkują (w większości przypadków jest to może z 1% rynku gier na daną konsolę). Nie wiem do końca jak inne firmy ale akurat Soby lwią część zysków czerpie nie ze sprzedaży samej konsoli czy z robienia gier na nią ale z czegoś w rodzaju koncesji - dokładnie nie będę tego omawiał bo nie znam się w takim stopniu ale z tego co wiem dany developer musi zapłacić firmie Sony, za to, że wypuszcza na jej konsolę grę :]
To oczywiście uogólnienie bo istnieją także inne rodzaje umów(jak np. pozycje(gry) nazywane Exclusive - czyli wychodzące tylko na jedną konsolę).

Ufff trochę tego wyszło. Mam nadzieję, że nie strzeliłem sobie gdzieś w tym poście w pietę :]