Strona 3 z 3

PostNapisane: 2 stycznia 2007, o 15:18
przez MARTIN ANN DRIMM
lokje napisał(a):Trąci idealizmem, szczytnym bardzo, ale chyba zbyt egalitarnym. Robisz film dla półanalfabety, żeby na nim zarobić a nie go edukować, prawda? Oskara za to nie dostajesz przecież.


Ejże, a od kiedy to Oscarami nagradzane są najlepsze filmy? ;) Co do tematu, to Lech Jęczmyk ładnie napisał w "Nowym Średniowieczu", że kiedyś filmy traktowały o sferach wyższych i widz starał się je - czasami nieudolnie - naśladować. I dobrze. Teraz sfery wyższe oglądają filmy o ludziach z marginesu i - niestety - wskutek zjawiska naśladownictwa, także się do nich upodobniają. To po pierwsze. A po drugie, jeśli kiedyś będę robił film - także dla półanalfabetów - to oprócz chęci zysku, będę chciał ich jakoś tam podnosić, żeby nie używać trochę nadmuchanego słowa "edukować" ;)

lokje napisał(a):Ale taka jest rzeczywistość. Masz budżet, target, zatrudniasz x osób i wypłacasz im pensję tylko po to, żeby obliczyli ile na koniec zarobisz. Koniec pieśni.


To jest rzeczywistość korporacyjna. Nie zaś "każda" rzeczywistość. Są ludzie pracujący społecznie w hospicjach. Nie mają targetu, chcą pomóc. Myślę, że istnieje możliwość połączenia rzeczywistości merkantylnej i idealistycznej.

lokje napisał(a):To ładne jest, szczególnie na forum pisarza, który chce a czasem musi dopieszczać target. Ładne, naprawdę ;)


Ale Ty, lokje, zadziorna jesteś ;) Takie jest moje zdanie. A że nieustannie ocieram się o ludzi używających słowa "sukces" i "target" częściej od innych, tym mocniej tego zdania się trzymam.

lokje napisał(a):Na temat- było o Polakach, Żydach ( jakoś się tego spodziewałam). Dołożę swoje- w większości mainstreamowych filmów z Hameryki jeśli już ginie ktoś z drugiego planu to ciemnoskóry albo homoseksualista. Kiedyś dyskutowaliśmy nad tą, jakże ważną kwestią, na gender studies. Dobrze, że nie śmiertlenie poważnie :roll:


No to jeszcze ja dołożę, jak o rasach i płciach mowa. Kto ocalił świat? No kto? W Independence day? Amerykanin, amerykański Żyd i Afroamerykanin. I zdawałoby się, że jest pełna poprawność polityczna (amerykańska ;)). A gdzie, przepraszam, Native American? Czyli Indianin? Amerykanie tak się zafiksowali na afroamerykanach, że o prawowitych właścicielach ziemi, po której stąpają, zapomnieli. BTW, biali Amerykanie powinni się nazywać Euroamerykanami. :mrgreen:

PostNapisane: 1 kwietnia 2007, o 11:23
przez Agnieszka
W kinie amerykańskim nie podoba mi się kilka rzeczy - np. :
- patetyczne gadki,
- nachalny patriotyzm,
- samoumartwianie (każdy meteoryt trafia w nich),
- naginanie prawdy do granic nieprawdopodobieństwa.

Co Wam się nie podoba?

:mrgreen:

PostNapisane: 3 kwietnia 2007, o 11:26
przez Lafcadio
Mi brakuje nachalnego polskiego patriotyzmu, coś jak było w Ogniem i mieczem. Ale to możliwe, że była zasługa ścieżki dźwiękowej.

Patetyczne gadki ujdą, samoumartwianie też, bo przecież jak film jest amerykański to jest amerykano-centryczny, tylko w polskiej fantastyce jest tak, że jak ktoś pisze to wszyscy są anglojęzyczni a akcja dzieje się w Vancouver. Rzadziej niż dawniej, ale wciąż, niestety...